środa, 16 grudnia 2009 15:00:17
Budziłam się rano i spostrzegłam, ze jest sobota.
- kurwa, troche luzu.. - pomyślałam i walnęłam się spowrotem na wyro. Nienawidze pieprzonych poranków. Zawsze rano mam nerówe. Ręce latają jak oszalałe, a oczy nie wiedzą, na co patrzeć. Kolory aż bolą. Popatrzyłam na sufit. Zawsze był taki blado żółty, teraz jego wściekła żółć raziła w oczy jak czerwcowe słońce. Zwinęłam się w kulkę. "Nienawidzę pieprzonych poranków!!"- krzyknęłam i zaczęłam płakać. Wyskoczyłam z łóżka i puściłam się pędem do łazienki. w łazience czekała na mnie moja miłość, moje życie- valium. Wyciągnęłam 3 pastylki i popatrzyłam się w lustro. Za chwilę świat zaczął nabierać właściwych barw. ochlapałam twarz wodą i wyszłam z łazienki.
Ubrałam się i zaczęłam operację schodenia po schodach do kuchni. Co prawda nie czułam głodu, a mój żołądek dzięki moim zachciankom farmaceutycznym nie przyjmował jedzenia , ale Konrad, mój chłopak, nienawidzi, kiedy nie jem. Jesteśmy już prawie 3 lata razem i zawsze mi robi o to wyrzuty. Ja nie uważam, żeby to było coś złego, przecież każdy ma prawo wyglądać, jak chce. Ale on mówi, że 45 kg przy 168 cm wzrostu to za mało. Zwlekłam się do tej kuchni i w zasadzie mialam nic nie brać, ale nie umiem kłamać. Stanęłam przed trudnym wyborem: płatki z mlekiem, czy jogurt?
Biore jogurt...

Załączyłam tv, ale nie ma nic ciekawego. Jakis koleś żongluje piłeczkami, laska daje z liścia niewiernemu mężowi... Co za beznadzieja. Nagle coś ciepłego i mokrego dotknęło mojego kolana. Miękkie loczki dotknęły mojej łydki. Popatrzyłam na niego, a on na mnie. Takie miał smutne oczka.
- dudas, musisz teraz?
Położył mi koło nogi swoją smycz. Narzuciłam coś na ramiona i wyszłam z nim. Zimny to był poranek Dudas stanął na wysokości zadania i uciekł mi. Musiałam biegać za nim, ale i tak nic to nie dało. Wrócił cały poobczepiany jakimiś koczastymi kulkami. Mogłam nie brać spaniela...
Musiałam wrócić do domu i mu to wszystko poodczepiać. Cóż za totalny brak taktu ze strony mojego psa...
Ponieważ niedługo miał wpaść Konrad, przebrałam się w jakiś bardziej wyjściowy strój. Zapaliłam papierosa i stanęłam przy oknie. Pieprzone dzieciaki znów grały w piłkę. A niech mi ta piłka tylko wpadnie za ogrodzenie!
Która to, kurwa, godzina, żeby grać już w piłkę. 11 dopiero. Pieprzone dzieciaki. Usłyszłam otwieranie drzwi. To Konrad. Wszedł do salonu i objął mnie w pasie. Ja jednak myślałam o czym innym i dalej stałam nieruchomo. On miał klucze do mojego domu, mój ojciec mu dał. On pracuje ciężko i nie ma go całymi dniami, a maka nie żyje. Nie chciał, żebym była sama. Konrad pocałował mnie w szyję
- hej, królewno. Co robimy?
- Nie wiem, nic mi się nie chce..
- To chodź, porobimy sobie nic.
- Hmm..
- Matylda?
- Co?
- Daj ćmika...
- Pal własne, kurwa- podałam mu papierosa i poszliśmy do mojego pokoju. Jestem osobą, która z natury lubi robić nic. Konrad tak samo. Nawet nie zauważyłam, kiedy zasnęłam...



Gdy się obudziłam, do mojego ośrodka węchu dochodził przyjemny zapach frytek. Zeszłam więc na dół, gdzie przywitał mnie śmiech Konrada. Czuł się on jak u siebie w domu, tym bardziej, że posiadał klucze. Mój tata mu dał. Usiedliśmy razem przy stole i zjedlismy. Popatrzyłam za okno. Moja twarz musiała mieć bardzo nieciekawy wyraz, bo mój chłopak od razu złapał mnie za rękę
– co się stało?
- jebany śnieg pada.
- To tylko śnieg...
- Nie, to nie jest tylko śnieg! Pieprzony śnieg zakrywa całą prawdę! Nie widzisz, ze własnie depczesz psią kupę, albo zepsutego banana! Wszystko jest białe!!- wybiegłam z kuchni prosto do łazienki, bo tam trzymałam valium. Drżącymi rękoma wyjęłam nie 2 a tym razem 3 pastylki i połknęłam. Za chwilę poczułam dłonie na moich biodrach
- Dobrze już?
- Tak – rzuciłam mu się na szyję lekko drżąc. Nienawidze tej pieprzonej słabości. Wziął mnie na ręce i zaniósł do salonu, włączył jakiś film. Znów zasnęłam...
Obudził mnie jakiś trzask. Otworzyłam oczy- leżałam na kolanach mojego chłopaka, który reż kimał. tymczasem Dudas wywrócił figurkę ognia, która stała na półce obok telewizora. Zawrzało we mnie. Mięśnie się napięły, szczęka zacisnęła. Poczułam, jak Konrad mocniej mnie ściska
- spokojnie..
- znów wywrócił ogień
- nie denerwuj się...

Zaczął nucić pewną melodię. Ona działała na mnie w niesamowity sposób. Westchnęłam cieżko i wygramoliłam się z objęć mojego ukochanego. Podniosłam figurkę i popatrzyłam na skulonego potulnie psa. Nigdy go nie uderzyłam, ale zawsze bał się, jak zrobił coś złego. Nic nie mówiąc wróciłam na kanapę.

- zostajesz dzisiaj, czy idziesz?
- zostanę, w końcu jest sobota. I już późnawo
- o matko, juz po 20. Ale się zakręciłam...
- Ale mnie leń dopadł. Nic mi się nie chce.

Violett.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

menu

archiwum

2009
grudzień (1)

ulubieni

szablon

Scarlett
Zdjęcie z musicalu Evita